koszmarny wiatr. 2 sesje. jedna (18km szosa) zobaczyć co się pali. 2. miała być symulacja wyścigu..tylko pękł pieprzony OZZ. zakręciłem już squada ale przerwanego treningu nie był sensu kontynuować..
NARESZCIE NARESZCIE NARESZCIE!!! CZUJĘ SIĘ MOCNY, CZUJĘ SIĘ TWARDY, JADĘ DO BARLINKA Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ! zrobiłem dzisiaj symulacje wyścigu na mojej najcięższej, błotno-piaskowo-górzystej trasie. pojechałem od razu po zjedzeniu 2 kebabów (niestrawność - wysiłek..) wiało, padało, nie zrobiłem rozgrzewki i miałem tylko 0.5l powerade. jestem z siebie dumny. nie znam trasy barlineckiej ale nie sadzę żeby była dużo trudniejsza a w tamtym roku najlepszy koleś miał średnią 23,5km/h a drugi 19.5km/h.... wiem że na trasie będą przeszkadzać inni kolarze, będzie ciasno, trzeba będzie wyprzedzać, nie będę znał terenu ale nie będzie źle. kiedy dojdę na "mojej" trasie do średniej 25km/h przestanę się martwic :)
jazda z Wróblikiem do Chojny poszwędac się po mieście, coś przekąsić, i zajrzeć do rowerowego po zabezpieczenia kryptonite..średnia jak średnia...tempo dobitnie turystyczne ale nie było co wariować po interwalach.
jazda do Dębna znowu na spotkanie z Dianą która ubłagała ojca żeby przy podróży do Krakowa zahaczyć jeszcze raz o Dębno :) wracałem w temperaturze 15 stopni C i ostrym deszczu w krótkich spodenkach. przemoczonego i zziębniętego 10km od domu zgarnęło mnie auto ojca...